wtorek, 23 lutego 2016

"Szewc bez butów chodzi"...


Jest takie stare, ale jakże prawdziwe, powiedzenie: „szewc bez butów chodzi”. Sama czuję się ostatnio jak taki biedny szewczyk. Wszystkim chorym pacjentom usiłuję wbić do głowy, że jak jest się chorym to trzeba się wyleżeć, wygrzać, odpocząć. A sama co? Łażę z infekcją od dwóch tygodni i nie zapowiada się, żeby mi przeszło.

A przecież zawsze coś wypadnie, zawsze coś jest ważniejszego od tego dnia spędzonego w łóżku. Do pracy trzeba iść, na kurs trzeba jechać, okna są jakieś takie brudne, a książka przecież sama się nie napisze. Tak samo jak moi pacjenci nie potrafię usiedzieć w miejscu.

Tymczasem korzystając z innego polskiego przysłowia: „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”! Postanowiłam okres infekcyjny potraktować jako badania nad leczniczymi specyfikami.

Niczym szeptucha z książki zaaplikowałam sobie czosnek, trochę wyciągu z czarnego bzu (w postaci tabletek, a nie nalewki – niestety) i aspirynę (kory wierzby nie było akurat pod ręką ;) Nie pomogło. Od dzisiaj etap drugi ludowych sposobów: syrop z sosny i własnoręcznie przygotowany syrop z cebuli.

Nie bierzcie ze mnie przykładu! W czasie choroby leżeć w łóżku! Każda szeptucha Wam to powie! :)


(Czosnek+cebula = mąż się chyba ode mnie wyprowadzi na czas tej infekcji!)

Syrop z cebuli - mniam!

4 komentarze:

  1. Pamiętam, że w dzieciństwie podczas choroby mama poiła mnie mlekiem z czosnkiem, a babcia wciskała jakieś ziółka, "co to niby odpędzają choróbska". Mam już taki uraz, że nigdy więcej ludowych sposobów nie wypróbuję i oddaje swoje zdrowie pod opiekę antybiotyków :P.
    Zdrówka życzę i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja pamiętam , że u babci rosły za oknem maliny i czarny bez , babcia robiła z nich pyszne soki na przeziębienie . Ach te babcie były jak szeptuchy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja często niestety choruję i wtedy zazwyczaj piję miód z cytrynką i spirytusem, zawsze pomaga :D

    OdpowiedzUsuń
  4. polecam moczenie nóg w następujący sposób:
    wsypujemy do miski łyżkę soli, wlewamy odrobinę wrzątku i próbujemy włożyć bose stopy, jak już się da to dolewamy gorącej wody z czajnika i próbujemy dalej, powtarzać do czasu, gdy woda w czajniku się skończy (przy ostatnim powtórzeniu można sobie potrzyma trochę nogi w ej gorącej wodzie); może nie brzmi dobrze, ale działa

    OdpowiedzUsuń