poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Fotorelacja ze spotkań autorskich w Zawierciu i Podzamczu



22 kwietnia upłynął mi bardzo pracowicie. Rano wsiedliśmy z Mężem do pociągu. Ekspres pomknął na południe Polski, w stronę Zawiercia.

Po raz pierwszy jednego dnia wzięłam udział aż w dwóch spotkaniach autorskich. I wiecie co? Naprawdę było warto!




Jak zwykle przed spotkaniami - "zżerała mnie" trema.
Na szczęście tuż przed  było jeszcze kilka chwil na rozprostowanie nóg po siedzeniu w pociągu oraz gorączkowe zastanawianie się czy przy tak pięknej pogodzie publika dopisze.
Poranne spotkanie odbyło się w Księgarni Edukacyjnej na ul. Sądowej 10 w Zawierciu.


Jak widać na załączonych obrazkach publiczność dopisała! Może poznajecie się na zdjęciach? Albo przyszedł ktoś znajomy? :)


Podczas spotkania odpowiedziałam na nurtujące Was pytania. Pytaliście m.in. o kontynuację przygód diablicy Wiktorii, datę premiery "Szeptuchy", czy nawet o moje dwa koty! :D



Ach te niskie stoliki i fotele. Siedzi się na nich wygodnie. Jednak zgrabnie usiąść podczas pisania autografów już nie jest tak łatwo!


Jedna z uczestniczek przyniosła pierwsze wydania "Wilka" i "Wilczycy". Nie miałam ich w rękach od wielu lat.




Na pożegnanie razem z właścicielem - Panem Darkiem Malczakiem i uroczymi sprzedawczyniami z księgarni zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie.


Wieczorem nadszedł czas na kolejne spotkanie - tym razem we wsi Podzamcze w malowniczo położonym hotelu Poziom 511. Obiekt zrobił na mnie olbrzymie wrażenie - wystarczył krótki spacer by znaleźć się tuż obok ruin Zamku Ogrodzieniec.


W spotkaniu mogli wziąć udział nie tylko goście hotelowi, ale też wszyscy, którym nie udało się dotrzeć rano do Zawiercia. Miało o wiele bardziej kameralny charakter. Prawie całe poświęciliśmy słowiańskim ciekawostkom, w czym na pewno pomogła magiczna okolica Zamku.


Następnego dnia mogłam pójść z Mężem na spacer by na własne oczy zobaczyć Zamek Ogrodzieniec. Niestety zapomniałam zabrać wygodne buty i śliskie skałki musiałam pokonywać na obcasie! Tym razem udało mi się nie złamać nogi, ale następnym razem na pewno nie zapomnę spakować porządnego obuwia do chodzenia po górach.


Z lewej możecie zobaczyć wąską dróżkę, która między skałami prowadziła z hotelu na szlak kierujący się w stronę zamku. A z prawej? Gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości - w Jurze Krakowsko - Częstochowskiej są naprawdę duże skały :D


Po tak spędzonym weekendzie zdecydowanie trzeba odpocząć! Na zdjęciu mój mąż wyczerpany po spacerze i trzymaniu za rękę lekkomyślnej małżonki, która na obcasie postanowiła zdobyć jedną z twierdz w systemie Orlich Gniazd ;)


Do zobaczenia na następnym spotkaniu!


1 komentarz:

  1. przepięka okolica Podzamcza:) dziękuję za relację i z niecierpliwością czekam na kolejne książki!

    OdpowiedzUsuń