Posty

Brzydkie kaczątko, brzydki gołąbek.

Obraz
Wielkie zmiany na blogu w końcu nastąpiły (choć tak naprawdę wciąż jeszcze są w trakcie, kto by pomyślał, że zmiana kolorów nie jest taka łatwa...).  Mam wrażenie, że zrobił się czytelniejszy, gdy teksty są na białym tle. Jedynie z grafiką tytułową nie potrafiłam się rozstać i ciągle mam problem z nagłówkami, ale spokojnie! Dam radę nad tym zapanować! (Kiedyś.)

     W menu po lewej znajdziecie odnośniki do innych portali: Twitter'a, Instagram'a i YouTube'a. Na tym ostatnim będą pojawiały się filmiki zza kulis spotkań autorskich oraz konwentów.

     Mam nadzieję, że blog po zmianach czyta się przyjemniej. Koniecznie dajcie znać w komentarzach czy Wam się podoba! :)

     A o co chodzi z tym kaczątkiem?

     Podejrzewam, że każdy z Was, chociaż przez chwilę, czuł się brzydkim kaczątkiem. Ja żyłam w tym przeświadczeniu bardzo długo. Zawsze chciałam być kimś innym, wyglądać inaczej, robić coś innego. Miałam mnóstwo kompleksów, bałam się konfrontacji, własnego zdania. Chci…

Muzyka do książek część 2

Obraz
Czas na drugą odsłonę utworów, które pomagały mi podczas pisania powieści. Dzisiaj postaram się wyciągnąć z odmętów pamięci czasy tworzenia "Gwiezdnego Wojownika" i "Pustułki".

Wiem, że najbardziej nie możecie się doczekać piosenek, które towarzyszyły mi przy cyklu "Kwiat paproci" - obiecuję, że pojawią się w następnym muzycznym poście.

To jak? Gotowi na kolejny, sobotni przegląd muzyczny?





Gwiezdny Wojownik: działko, szlafrok i księżniczka

1) The Black Eyed Peas - "Let's get it started"



2) The Black Eyed Peas - "Rock that body"



Do listy piosenek z "Gwiezdnego Wojownika" spokojnie możecie dołożyć inne utwory The Black Eyed Peas" takie jak "I gotta feeling" czy "Pump it".

Dzięki piosence "Pump it" poznałam ten zespół. Po raz pierwszy usłyszałam ją we francuskiej komedii Luc'a Besson'a "Taxi" - byłam zakochana w tym filmie i jego kontynuacjach. Zawsze chciałam nauczyć się je…

Trochę zmian na blogu

Obraz
Jak w tytule - czas na zmiany! Byłam bardzo dumna z bloga, którego zrobiłam sama od podstaw (tak wiem, korzystając z bloggera - po prostu programista master ze mnie ;) . Samą grafikę na tło tworzyłam 4 godziny, sklejając pracowicie jpg'i zdjęć okładek.

W Paint'cie.

Taaak, wiem. Na pewno istnieje milion lepszych programów i połowa z nich jest bezpłatna w internecie i naprawdę łatwo uzyskać do nich dostęp. Mimo to, postawiłam na starego dobrego Paint'a. Ponieważ jestem osobą wybitnie antytechniczną, a jego obsługi uczyli w gimnazjum i jego ikonka już się wyświetla na tym pasku, tam na dole, jak się kliknie start ;) Poza tym miałam wymówkę na 4 godziny dlaczego nie piszę.

Nic nie poradzę, komputery nigdy specjalnie mnie interesowały. Byłam za to cotygodniowym gościem osiedlowej biblioteki, systematycznie przetrzebiałam półkę z nowościami i z nudów zaczęłam czytać literaturę francuską, bo w amerykańskiej już nic ciekawego nie było. Ach, niech żyją romanse historyczne! Chociaż…

Muzyka do książek część 1

Obraz
Każda moja powieść powstaje podczas słuchania muzyki. Nie wyobrażam sobie tworzenia bez odpowiedniego podkładu muzycznego, pasującego do danej sceny lub całej książki. Podczas pisania widzę poszczególne sceny tak wyraźnie jakbym siedziała przed telewizorem. Czasem, by wczuć się w konkretny fragment powieści muszę pomóc sobie tłem muzycznym. Zdarza się także, że gdy usłyszę jakąś piosenkę, w mojej głowie zaczyna się układać pasująca do niej historia.
      Ze wstydem przyznaję, że po latach, nie pamiętam już niektórych utworów, które towarzyszyły mi podczas pisania.
      Często pytacie mnie o muzykę, w związku z tym postaram się chociaż trochę ją sobie przypomnieć:

Na tropie książek

Obraz
Do stworzenia tego posta natchnął mnie kolega ze studiów - Tomek. Książki, tak jak ich właściciele, potrafią podróżować po całym świecie.

Gdzie mogły zawędrować moje powieści? Tomek udowodnił mi, że co najmniej jedna odwiedziła niedawno Wietnam :D

Jak do tej pory nie powstało tłumaczenie żadnej mojej powieści. Przed wieloma laty rozpoczęły się prace nad przekładem na język rosyjski "Ja, diablica", niestety nie doszły do skutku.

Skoro tłumaczeniami nie podbiję świata, to może książki wydrukowane w języku polskim zwiedzą całą planetę? Zabraliście gdzieś ze sobą moje powieści? Macie zdjęcia na dowód? ;)

Zakładam oficjalną mapę, na której będę umieszczać Wasze zdjęcia z moimi powieściami, z najróżniejszych zakątków świata. Kto dotrze najdalej?

Przesyłajcie mi swoje zdjęcia w wiadomościach na FB lub na maila: k.b.miszczuk@gmail.com

Pierwsze zdjęcie wykonano w Ninh Binh w Wietnamie. Będziecie mogli je zobaczyć po kliknięciu w pinezkę :)

Czekam na Wasze fotografie! Mapa znajdzie s…

Bagatela i... cis

Obraz
Kilka dni temu nagrywałam krótki wywiad dla portalu www.bukbuk.pl
     Nagranie odbyło się w małej księgarni „Bagatela na pięterku” w Warszawie (dawna „Księgarnnia Bagatella”).
     Idąc na wywiad nie martwiłam się wcale tym, co powiem. Moją głowę całkowicie zaprzątnęły wspomnienia związane z „Bagatellą”. To właśnie w tej księgarni, dziesięć lat temu, odbyło się moje pierwsze spotkanie autorskie! Miałam osiemnaście lat, gardło zaciskało mi się ze strachu wcale nie dlatego, że nikt nie przyjdzie – dużo bardziej obawiałam się, że właśnie ktoś przyjdzie! Pracownicy księgarni, rudy kot rezydent oraz prowadząca spotkanie Ewa Karwan-Jastrzębska za wszelką cenę starali się uspokoić zestresowaną nastolatkę.



      Chyba im się udało, chociaż z nadmiaru emocji nie pamiętam zbyt wiele z tego spotkania.      Powrót po tylu latach do tego samego miejsca był przyjemnością. Nie spotkałam już rudego kota, z najwspanialszym ogonem, jaki może mieć kot, ale mogłam pogłaskać jego następczynię – Ru…

Wena, wena

Obraz
Zawsze uważałam, że nie ma czegoś takiego jak brak weny. Głównie związane to było z dziesiątkami pomysłów, które przez cały czas pojawiają się w mojej głowie (czasami zbyt szybko, by zdążyć je zapisać). Czym w końcu jest wena? Ideą? Chęcią? Odzianą w greckie szaty, kapryśną muzą, która częściej maluje paznokcie niż podsyła nam pomysły? Jakoś nigdy do mnie takie teorie nie przemawiały. Zawsze istnieli dla mnie tylko moi bohaterowie, którzy nabierali rzeczywistych cech i wołali o swoje przygody.
     A jednak ostatnio przekonałam się, że wena może w magiczny sposób zniknąć!