sobota, 5 marca 2016

Jak chory lubi lekarza to dobrze, ale jak choroby go lubią to…


Przez jakiś czas nic nie pisałam. Bynajmniej nie z lenistwa. Okazało się ostatnio, że całkiem popularny ze mnie lekarz! Wszystkie infekcje mnie lubią. Tak bardzo mnie lubią, że chcą zostać ze mną jak najdłużej.

Przeszłam już zapalenie zatok. Najprawdopodobniej złapane od Męża, chociaż on upiera się, że to ja przynoszę z pracy syfy, a nie on. Nawet poradziłam sobie z zapaleniem praktycznie sama, jedynie z lekką pomocą czosnku, cebuli, malin i innych domowych specyfików.

Potem zapalenie płuc. W końcu jak szaleć, to szaleć, prawda? Tu już antybiotyki weszły do boju, bo cebula jakoś nie chciała pomóc.

Nic mnie nie złamało. Ani katar, ani zapalenie płuc. Pewnie na tym by się skończyło, gdybym karnie posiedziała w domu i odpoczęła. Owszem - posiedziałam karnie w domu, ale tylko kilka dni, a potem pobiegłam na kurs do specjalizacji, którą odbywam. Przecież muszę iść na kurs! Zapisywałam się pół roku temu! Nie mogę na niego nie pójść! To poszłam.

Jak można się domyślać morału tej historii = jak jest się chorym, to trzeba odpocząć i wyzdrowieć do końca.

Zgadniecie jaka choroba w końcu mnie dobiła?

Grypa.
W dodatku świńska (czyli AH1N1), ta o której trąbią na okrągło w telewizji. Może bym jej nie złapała, gdybym nie miała osłabionego organizmu? Może powinnam była jednak tydzień po zapaleniu płuc jeszcze posiedzieć w domu? Zaoszczędziłoby to sporo kłopotów i to nie tylko mnie. 

Grypa jest wredną chorobą. Wyjątkowo łatwo się nią zarazić. Ścina z nóg bardzo wysoką gorączką i zmęczeniem, a na dokładkę poddusza suchym kaszlem, żeby chory delikwent na pewno nie wstał. Mija już szósta doba odkąd mnie dopadła i dopiero dzisiaj mam siłę usiąść do komputera, gdy temperatura spadła. Grypa zdecydowanie mnie nauczyła, że jak jest się chorym to trzeba leżeć w łóżku.

Szczepicie się na grypę? Ja się nie zaszczepiłam. Wydawało mi się, że przecież jestem niezniszczalna, że skoro nigdy jeszcze nie miałam grypy to czemu mam ją teraz złapać. Za rok już się zaszczepię. Oj mądry ten Polak po szkodzie.

Na szczęście już czuję  się lepiej. Postanowiłam, że porobię sobie w łóżku trochę notatek do „Nocy Kupały”. Wreszcie!

A na koniec selfie z pozdrowieniami ze szpitalnego oddziału ratunkowego, gdzie wylądowaliśmy, gdy Mężowi (który oczywiście zaraził się ode mnie grypą) gorączka nie chciała spaść poniżej 40 st. C. Nie pozuje tutaj na postać z „Assasin’s Creed”. Po prostu było mu zimno, kiedy przez 4 godziny, w oczekiwaniu na wyniki badań i moment kiedy kroplówka spłynie do żyły czekaliśmy w odosobnionym pokoiku przy wjeździe dla karetek. Jako nosiciele świńskiej grypy wzbudziliśmy prawdziwą furorę – tak się nas wszyscy bali, że zamknęli nas na samym końcu SOR-u, a gdy wchodzili do pokoju to wkładali wizelinowe stroje, maski i rękawiczki. Przez chwilę mogliśmy się poczuć jak bohaterowie jakiegoś katastroficznego filmu o pandemiach.
Hm… może kiedyś napiszę jakąś powieść o olbrzymiej pandemii? Co Wy na to?





7 komentarzy:

  1. Pani Kasiu faktycznie stara to prawda "mądry Polak po szkodzie " , obiecujemy sobie poprawę , ale później i tak często zapominamy :)
    Takie doświadczenie , to zapewne woda na młyn dla wyobraźni i jestem pewna , że napisze Pani świetną książkę :D
    Proszę dbać o siebie , życzę Państwu szybkiego powrotu do zdrowia w imieniu swoim oraz mojej mamy i córki ( też z wielką przyjemnością czytają Pani książki) :)
    Pozdrawiam Jola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy bardzo za życzenia :) Czujemy się już znacznie lepiej!

      Usuń
  2. Zdrówka Pani Kasiu! :D To przede wszystkim ;D
    A książka o tematyce epidemii byłaby naprawdę świetna <3
    Pozdrawiam, Julia Kaczmarczyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :) Już czuję się znacznie lepiej.

      Usuń
  3. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Życzenia się przydały - choróbsko wreszcie zniknęło :)

      Usuń
  4. Książka o epidemii to by było super

    OdpowiedzUsuń